O nieludzkiej godzinie szóstej obudził mnie dziś śpiew ptaków - na pierwszy rzut oka całkiem poczciwy sposób wstawania. Lecz - niech więc przeklęty będzie mój kopenhaski zwyczaj sypiania z otwartym na oścież oknem - tym razem śpiew bogatki (a jakże) był zaskakująco głośny. Jakież było moje zdziwienie, kiedy otwarłszy oczy ujrzałem mł
odego samczyka (na zdjęciu samica) siedzącego na głowie dra Zoidberga (po raz kolejny dziękuję siostrze za ten prezent). Ptaszek spanikował jednak, widząc poruszające się zwały mięsa i tłuszczu o metr od niego (ze wstydem przyznać muszę, że lepszy nie byłem i pierwsze parę minut spędziłem kuląc się pod kołdrą) i próbował uciec. Nie było to jednak takie proste i następne pół godziny spędziliśmy: on na biciu skrzydłami w rozmaite części wyposażenia mojego pokoju, ja na motywowaniu go (głównie przy pomocy kul papieru miotanych z zabójczą - a jakże - precyzją, he he) do kolejnych prób ucieczki. Wreszcie, około godziny siódmej (zaskakująco mrok Ziemi nie ogarnął aż do godziny dziewiątej), młodzik utrafił w otwarte (na oścież przecież - niech przeklęte będą mózgi ptaków) okno i uwolnił się, zostawiając mi na pamiątkę pióra, a także wczorajszy obiad (swój niestety - mój został przez opierzonego młodzika dojedzony).
odego samczyka (na zdjęciu samica) siedzącego na głowie dra Zoidberga (po raz kolejny dziękuję siostrze za ten prezent). Ptaszek spanikował jednak, widząc poruszające się zwały mięsa i tłuszczu o metr od niego (ze wstydem przyznać muszę, że lepszy nie byłem i pierwsze parę minut spędziłem kuląc się pod kołdrą) i próbował uciec. Nie było to jednak takie proste i następne pół godziny spędziliśmy: on na biciu skrzydłami w rozmaite części wyposażenia mojego pokoju, ja na motywowaniu go (głównie przy pomocy kul papieru miotanych z zabójczą - a jakże - precyzją, he he) do kolejnych prób ucieczki. Wreszcie, około godziny siódmej (zaskakująco mrok Ziemi nie ogarnął aż do godziny dziewiątej), młodzik utrafił w otwarte (na oścież przecież - niech przeklęte będą mózgi ptaków) okno i uwolnił się, zostawiając mi na pamiątkę pióra, a także wczorajszy obiad (swój niestety - mój został przez opierzonego młodzika dojedzony).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz