piątek, 4 grudnia 2009

Topografia v2

Marcin F. na mapce w swoim poście trochę chybił w Uniwersytet. Poprawniejsza mapka poniżej (w dodatku interaktywna). Nie zmienia to jednak naszej sytuacji, gdzie do Uniwersytetu będziemy mieli mniej niż 1,5 km przez park.

Pokaż Kopenhaga na większej mapie

Jeśli chodzi o samo mieszkanie, to zapowiada się bardzo dobrze. Będziemy mieli nawet własne patio.

środa, 2 grudnia 2009

Topografia

No więc zdecydowane. Mieszkać będziemy u Jezuitów. A dokładniej na ulicy Sankt Kjelds Gade 3. W sumie nic nadzwyczajnego. Google Maps mówi, że do Instytutu Nielsa Bohra będziemy mieli 1.3 km. Więc istnieje szansa, że codziennie będziemy mieli jakieś 2.6 km marszu. No cóż zawsze to jakiś sport. Ale nie bójcie się! Na pewno będziemy codziennie grać w piłkę nożną, w końcu mamy tak blisko boisko (ok. 300 m). Aż żal byłoby zmarnować taką okazję!

środa, 25 listopada 2009

Transport

Po tygodniach niepewności mamy odpowiedź: do Kopenhagi jedziemy sobie, pożyczonym przez życzliwego człowieka, który widocznie za słabo mnie zna, Mercedesem MB100.

Dzieje się tak ku radości jednego z Marcinów, który umyślił sobie zabrać fortepianino.

piątek, 20 listopada 2009

W sprawie zaufania Duńczyków.

Chciałem zauważyć, że zarówno Marcin jak i Andrzej są w błędzie. Dostałem bardzo podobną ofertę do oferty Marcina. Cena około 15 tysięcy złotych no i podobnie jak Marcin zapłata z góry. Z tego można wysnuć wniosek, że Duńczycy nie tyle nie ufają Polakom, ani że Duńczycy nie tyle nie ufają Marcinowi A., ale Duńczycy nie ufają Marcinom.

Marcin - to imię pochodzi z łaciny, a utworzone zostało od Marsa, boga wojny. Człowiek o tym imieniu posiada twórczy umysł, jest dobrym organizatorem, może być trybunem ludu, bowiem zdobywa wielki autorytet. Na dobro jego imienia pracuje także żona, dzieci oraz tradycja rodowa. Marcin jest oddany rodzinie, kocha żonę, dobrze wychowuje dzieci. Jest skromny, lubi spokój, przebywa wiele na łonie natury. Posiada skromną osobowość, charakter ułożony, może za bardzo zamknięty w sobie. Nie jest w stanie siłą narzucać innym swojej woli. Udziela rad i pomocy materialnej innym.

Dziwne ludzie o imieniu Marcin powinni być godni zaufania. Przynajmniej tak wynika ze znaczenia mojego imienia. To może mi ktoś wyjaśnić o co chodzi tym Duńczykom?
Żeby nie było:

Andrzej - posiada naturę odważna, szczera, niezwykle wnikliwa. Umie nie tylko inicjować przedsięwzięcia, ale również sprawnie je przeprowadzać. Jest uzdolnionym kierownikiem, chętnie radzi innym. Założone przez niego ognisko rodzinne może uchodzić za wzór do naśladowania.

W sumie też fajnie.

środa, 18 listopada 2009

Duńczycy wierzą w uczciwość Marcina A.

Do dnia dzisiejszego, jedynym beneficjentem (i to wątpliwym) zaszczytnej instytucji Uniwersytetu Kopenhaskiego w zakresie propozycji mieszkaniowej był Marcin. Jak sugerował (patrz poniżej), pracownicy biura nie wierzą w uczciwość Polaków i każą im płacić za mieszkanie z góry. 


Z obserwacji tej, można jedynie wyciągnąć wniosek, że nie ufają Marcinowi A., szczególnie gdy ja (niewątpliwie obywatelstwa polskiego), dostałem znacznie bardziej realistyczną propozycję, wymagającą jedynie depozytu. Mieszkanie na pewno ma wiele zalet (zdaniem bezimiennych pracowników opieki-nad-studentem-zagranicznym), ale ma też niewybaczalne wady (czterech współlokatorów). 


Szczęśliwie Jezuici przesłali już kontrakt do podpisania (po duńsku). Zastanawiająca jest tu jednak ta irracjonalna miłość jaką Duńczycy darzą Microsoft Word - każdy przesłany plik był utworzony przez ten program, co dla smutnych użytkowników Linuxa jest co najmniej kłopotliwe.

wtorek, 17 listopada 2009

Duńczycy wierzą w uczciwość Polaków

Marcin F. zapomniał wspomnieć o jeszcze jednej ofercie. Uniwersytet Kopenhaski zaproponował mi pokój w pięcioosobowym mieszkaniu, dość blisko uczelni, z pełnym wyposażeniem. Był tylko mały problem - żeby się zdecydować na tą ofertę, należało w ciągu 2 tygodni zapłacić z góry za 6,5 miesiąca + depozyt (łącznie 14 tys. zł). Zważywszy na to, że stypendium Erasmusa dostaniemy dopiero w styczniu, była to oferta nie do przyjęcia (chyba, że bym szybko wygrał w lotto).

Poszukiwanie mieszkania.

Wyjeżdżamy na początku stycznia. Chyba pierwszego, czy drugiego. Więc jest już najwyższy czas na rozpoczęcie szukania mieszkania.

Po wielokrotnym upominaniu się o miejsce w bursie Jezuitów i wielokrotnym nas ignorowaniu postanowiliśmy wziąć sprawy we własne ręce.

Standardowo - ogłoszenie o tym, że chcemy coś wynająć no i czekamy na propozycje.

Propozycja 1. Gorąca 23-letnia Hiszpanka:

Sylvia mieszka samotnie w mieszkaniu pozostawionym jej przez jej ojca. Mieszkanie to ma 4 pokoje w jednym miałaby mieszkać Hiszpanka, a w pozostałych trzech my. Do tego kuchnia (w pełni wyposażona) no i oczywiście łazienka. A wszystko to w cenie (Uwaga!) 300 EUR od osoby. "Właściwie nie ma co się zastanawiać" - powiedzieliśmy po otrzymaniu tej oferty. Dodatkowo mieszkanie jest bardzo blisko Instytutu Nielsa Bohra.

Pojawiła się jeszcze inna oferta:

Propozycja 2. Gorąca 23-letnia Włoszka (Tak dokładnie dwie młode kobiety się o nas biją!):

Mail od Włoszki był prawie identyczny jak mail od Hiszpanki. Jedyną różnicą było to, że w mieszkaniu czekała na nas dodatkowa atrakcja - basen. Tak dokładnie basen, z którego moglibyśmy oczywiście korzystać. I to wszystko w cenie 280 EUR od osoby. Co najśmieszniejsze mieszkanie to jest jeszcze bliżej Instytutu (ok. 100m) niż mieszkanie Hiszpanki. W celach instruktażowych przedstawiamy jedno ze zdań z maila Włoszki:

"Am confidently assuring you that you will be more than satisfied when you come into the flat ..." Właściwie żyć nie umierać można by powiedzieć. Ale w tym miejscu pojawia się oferta, dzięki której odkryliśmy w sobie duszę detektywa.

Propozycja 3. Łukasz S.

Jeszcze lepsza mieszanka. Polak, który urodził się w Szkocji, ale posiadający mieszkanie w Kopenhadze. Warunki mieszkaniowe zbliżone do propozycji Włoszki czy Hiszpanki, no ale oczywiście w ramach czynszu w wyposażeniu podstawowym w mieszkaniu nie byłoby żadnej 23-latki. Żeby wyglądać bardziej wiarygodnie Łukasz S. (24, oczy piwne) przesłał nam skan "swojego" dowodu osobistego. Postanowiliśmy jednak sprawdzić owego w największej ogólnodostępnej bazie danych o Polakach - NK. Okazało się, że rzekomy Szkot nieznający języka polskiego skończył w międzyczasie Szkołę Podstawową oraz Liceum Gastronomiczne w S. Dodajemy jeszcze, że w szkołach tych nie odbywają się zajęcia dla uczniów angielskojęzycznych. Wspinając się na wyżyny sprytu wysłaliśmy wiadomość poprzez wspomniany portal NK do prawdziwego Łukasza S. z pytaniem o mieszkanie. Otrzymaliśmy odpowiedź:

"Jakie k***a mieszkanie?"

W ten sposób zdekonspirowaliśmy oszusta, który chciał wyłudzić od nas pieniądze.

Dodamy, że w międzyczasie odezwali się Jezuici, więc zdecydowaliśmy się na jedyną pewną ofertę.