wtorek, 27 kwietnia 2010

Jazz Session

Okazało się*, że w Kopenhadze można wysłuchać dobrej jakości koncertu jazzowego nie płacąc za to nawet złamanego öre**.

Artyście na scenie zmieniali się co kilkanaście minut, można było więc słuchać różnego rodzaju aranżacji, nawet na instrumenty, które nie do końca kojarzą się z jazzem (tj. na gitarę akustyczną). Efekt psuł trochę niewyżyty perkusista, który próbował zagłuszyć resztę bandu. Na szczęście w połowie wieczoru zmienił go inny, z trochę mniejszym ego.

------------------
* - dzięki Claudii, która najpierw zaprosiła tam Marcina F., później przełożyła spotkanie, a na końcu się tam nie zjawiła.
** - chyba, że ktoś się boi kelnera i dla świętego spokoju jednak coś zamówi.

Kiełbaski w rezerwacie ptaków

W minioną niedzielę wybraliśmy się na południe Amager (wyspa przylegająca do Zelandii, na jej północnym końcu leży część Kopenhagi) do rezerwatu ptaków. Jako, że wszystkie ptaki zostały już dawno temu przepłoszone przez samoloty z pobliskiego lotniska, teren jest wykorzystywany jako miejsce rekreacyjnych wycieczek i przejażdżek. Na licznych polankach znaleźć można przygotowane miejsca na ognisko. Rozkoszowaliśmy się więc wiosennym słońcem i pałaszowaliśmy pieczone kiełbaski. Na deser zaś mieliśmy podgrzewane w popiele banany nadziewane czekoladą*.

Niestety nadmiar dobrego dał wkrótce o sobie znać, o czym zaświadczyć może poniższe zdjęcie. Dodam tylko gwoli wyjaśnienia, że rurka i siodełko było właśnie w trakcie obracania, Zazwyczaj bowiem nie ustawiam go tyłem naprzód.


Obiecuję więc przejść na dietę. Ale od czwartku. W środę włosi będą bowiem gotować kolejny obiad z serii "międzynarodowych wyżerek".

-----------
* - jeśli to brzmi burżujsko, to dobrze. Miało.

piątek, 23 kwietnia 2010

Topologia.

Po tygodniu zajęć przyszedł czas na zrelacjonowanie naszych wrażeń. Razem z Andrzejem zapisaliśmy się na kurs topologii, ponieważ kurs kwantowej informacji, na który chcieliśmy uczęszczać jest w tym samym czasie, co kurs kwantowej teorii pola 2*.

Wiek prowadzącego wykład jest co najmniej zaskakujący. Z wyglądu jest on maksymalnie o 10 lat starszy od nas. Angela, która siedziała obok mnie na wykładzie, przez jakieś 30 sekund robiła karpia, jak zobaczyła wykładowcę. Wykład jednak okazał się dość ciekawy z mnóstwem przykładów. Zauważyliśmy niezdrowe/zdrowe** zamiłowanie prowadzącego do trzody mlecznej (szczególnie tej pochodzącej z Danii).

Prowadzący ćwiczenia także miło nas zaskoczył. Dla fanów "The Big Bang theory" dodam, że wygląda jak Raj, któremu się trochę przytyło i postarzało. Akcent i wymowa jest za to dokładnie taka sama.

A zatem zajęcia z topologii przypadły nam do gustu.

_________________________________

* na który chcemy/musimy uczęszczać**

** niepotrzebne skreślić

środa, 21 kwietnia 2010

Dziś w kopenhadze padał śnieg...

... ech, to globalne ocieplenie...

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Time lapse


Miała wyjść historia drogi (dokładniej: 25-cio km drogi). Powstał obraz mogący przyprawić widza o epilepsję. Dlatego dla uspokojenia chmury. Również mojego autorstwa.

niedziela, 18 kwietnia 2010

Po sesji.

Po zaktualizowaniu moich informacji na temat sesji mogę już ogłosić wszem i wobec, że skończyliśmy wszyscy z wynikiem 2:0. Ostatni Marcin w piątek miał potyczkę z ciałem stałym. No i po sprawie. Jak już zostało napisane, w piątek udaliśmy się do Tivoli. Mimo zdanej sesji czasem głębokie przemyślenia na temat kwantowej teorii pola wygrywały z rollercoaster'ami. Na potwierdzenie zdjęcia.

sobota, 17 kwietnia 2010

Urodziny królowej - odsłona druga

Jak już wspominałem, złowrogi los sprawił, że nie zdążyłem na uroczystość machania do tłumu przez Małgorzatę II, królową Danii. Zdążyłem jednak na uroczystą paradę, z czego relację zdaję poniżej.




piątek, 16 kwietnia 2010

Tivoli - wielkie otwarcie

Pokonawszy okrutnego wroga każdego studenta - sesję, postanowiliśmy się rozerwać w nowo otwartym w tym sezonie parku rozrywki - Tivoli. Nabywszy dzienne bilety, ruszyliśmy, pełni przerażenia, na przeciw kolejkom górskim, karuzelom i potężnym maglom, mającym przerobić ludzkie ciało na coś pomiędzy grysikiem a cebulą. Jakież było nasze zadowolenie, że Duńczycy woleli oglądać królową (która obchodziła dziś siedemdziesiąte urodziny - wszystkiego jej najlepszego), niż rozrywać się na wytworach chorych umysłów inżynierów. Całe szczęście wydarzenia te udało nam się uwiecznić na filmach i zdjęciach.


Po trzech godzinach dołączyła do nas spóźnialska grupa - Marcin A. wracający z ostatniego egzaminu wraz z Julią i Elizabeth, wypatrującymi wcześniej królowej. Czas razem upłynął zaskakująco długo na rozbijaniu się na karuzelach, robieniu sobie zdjęć i oglądaniu panoramy Kopenhagi z 30-metrowej karuzeli.


czwartek, 15 kwietnia 2010

Projekt Sesja

Czyli cała prawda o sesji. Teraz również ty możesz przekonać się jakie męki muszą znosić studenci podczas sesji...

środa, 14 kwietnia 2010

pikogaleria Kasi*

Czyli powtórka Wielkiej Soboty Latawcowej.



-------------------
* - bo "nano" jest już zbyt wyeksploatowane.

wtorek, 13 kwietnia 2010

Urodziny królowej

W piątek 16 kwietnia królowa Dani obchodzi swoje 70-siąte urodziny. Przynajmniej w odróżnieniu od angielskiej królowej, obchodzi je właściwego dnia.

Urodziny miłościwie nam panującej zbiegają się z zakończeniem sesji dla studentów północnego kampusu, w tym też dla nas. Będziemy więc mieli podwójne powody, żeby świętować (a co za tym idzie, również dobrze zjeść :D).

Zgodnie z oficjalnym programem obchodów, koło południa królowa ma zamachać do swych poddanych z okna swojej rezydencji. Okrutny los* wyznaczył jednak dla mnie tego dnia egzamin, między 10, a 12. Nie wiem więc, czy zdążę dołączyć do oczekującego tłumu wystarczająco wcześnie, żeby owo machanie zaobserwować. Liczę jednak na niezawodny, nagrywający duet Marcinowo-Andrzejowy, który uwieczni ten wiekopomny moment.

-----------------------
* - czyli Jens Jensen.

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Panda vs Pantera 1:0

Pozwoliłem sobie zaczerpnąć notację Rysia do zakomunikowania, że my dziś (my = Marcin + Andrzej) natomiast Marcin w piątek zdobyliśmy pierwszy punkt w walce pomiędzy Pandą i Panterą. A po polsku - każdy z nas zdał po jednym egzaminie.

Właściwie to dzisiejszy egzamin nie przerażał nas tak bardzo.Przerażający nas najbardziej egzamin z kwantowej teorii pola będzie w środę. Życzcie nam powodzenia.

W Kopenhadze jest ładnie





czwartek, 8 kwietnia 2010

Nastroje sesyjne


Ech, a kiedyś sesja kojarzyła mi się tylko z Earthdawnem i D&D...

Chciałoby się zawołać za Villon'em:
Gdzież są? Wy mówcie, ieśli znacie...
Ach, gdzie są niegdysieysze śniegi!*
------------------
* - fragment "Ballady o paniach minionego czasu" zaczerpnięty ze żródło.

If we would try to calculate this, we will be in deep shit

Takim stwierdzeniem nasz wykładowca - prof. Jan Ambjørn podsumował przekształcenia na tablicy. Do egzaminu zostało już tylko pięć dni (z czego 3 zajmuje kwantowa optyka), więc kwantowoteoriopolowa panika narasta. Profesor stwierdził (ogólne tłumaczenie własne):

Ja wiem, że ten temat jest trudny, Kwantowa Teoria Pola jest trudna, pewnie najtrudniejsza ze wszystkiego czego się uczyliście, ale jeśli ktoś nie jest pewien czy umie wystarczająco na egzamin, nie jest pewny czy to wystarczy, to niech pozwoli mi zapewnić, że: tak, wystarczy. No może nie na dobrą ocenę, ale ludzie to zdają...

O kciuków trzymanie i o moralne wsparcie prosimy wszystkich życzliwego serca - Marcin A. sesję zaczyna już jutro.

wtorek, 6 kwietnia 2010

Co robi biedny student, gdy do egzaminu zostało parę dni i trzeba się uczyć

Egzaminy już za 6 dni, została więc nam mozolna i porywająca sesja 1 na 1 z książkami, notatkami, skryptami.

Należałoby tu podziękować Chiarze Stevanato (studentce fizyki teoretycznej z Wenecji), za notatki i pomoc, bo bez niej, przy naszym (napiszę naszym, ale właściwie to moim głównie) lenistwie, mogłoby być krucho.

Tym czasem myśli nie chcą (szczególnie po kolejnych kubkach yerba mate) skupić na fizyce i krążą sobie gdzie indziej.

Legolasizm Nowy

Kwantowa Teoria Pola jest trudna.

niedziela, 4 kwietnia 2010

Dziewięciogodzinne śniadanie

Każdy powód, żeby dobrze zjeść jest dobry. Jednak niektóre powody są lepsze od innych. Tym razem mieliśmy najlepszy - święta.

Zorganizowaliśmy międzynarodową wyżerkę wielkanocną. Postanowiliśmy przy tym krzewić polskie zwyczaje i zamiast świątecznego lunchu (popularnego na zachodzie), namówić wszystkich na świąteczne śniadanie. W trosce o rozmaitość, goście mieli przynieść coś tradycyjnego. Odzew przerósł nasze oczekiwania. Mieliśmy rosyjskie krokiety, austriacką chałkę*, szwajcarskie bułeczki** w kształcie króliczków, z rodzynkami zamiast oczu, włoską zapiekankę (zawinięte w ciasto francuskie warzywa z serem mozzarella). Na deser raczyliśmy się, poza polskimi mazurkami i waniliową oraz czekoladową paschą, również włoskim specjałem: jabłkami w cieście z rodzynkami i cynamonem oraz szwajcarskim ciastem z ryżem. Na stole nie zabrakło oczywiście pieczonej białej kiełbasy***, pisanek, rzeżuchy i baranka (ten ostatni zamiast z cukru, zrobiony był z kurczaka).

Aby jednak krótką historię zrobić krótką, powiem tylko tyle: to było najlepsze dziewięciogodzinne śniadanie w moim życiu.

I jeszcze słowo o pewnym komplemencie. Daria uznała nasze starania, nazywając naszą kuchnię najprzytulniejszym miejscem w całej Kopenhadze. Czujemy się dumnie.

--------------------


--------------------
* - własnoręcznie wypiekaną przez Claudię.
** - wypieczone przez Julię, w trosce o świeżość produkcj, o 5 rano.
*** - nie prawda. Zabrakło. Po 2 godzinach wszystkie zostały zjedzone. A było ich 15.

Rezerwat ptaków południowego Amager

W Wielką Środę, wstawszy o 5:30, wyjechałem zwiedzać wraz z Julią i Sarą rezerwat dzikich ptaków na południowym Amager.

Nasz akademik - choć doskonały do nauki - ma jednak pewne wady co do socjalizacji - godzina drogi dzieli nas od Signalhuset gdzie mieszka zdecydowana większość znajomych.

Cóż było zrobić - o 7:00 rano wjechaliśmy w trójkę na teren parku i tu spotkała nas niespodzianka - cztery mewy pospolite i dwie gęsi gęgawy stanowiły całość obserwacji przez pierwsze parę minut. Mimo wczesnej pory i całkiem pustego lasku nic nie śpiewało. Zdziwiło nas to tylko na kwadrans, bo po tym czasie samolot wystartował z pobliskiego portu lotniczego i stało się jasne czemu park jest opuszczony. Mgła, deszcz i konie (?), a także niefortunny wypadek z elektrycznym pastuchem w trakcie próby zaprezentowania mechanizmów obronnych wypatrzonego bażanta (czemu innych kopie za moje bzdurne pomysły?), spowodowały, że udaliśmy się na śniadanie i tak zakończyliśmy naszą przygodę.

Wielka Sobota Latawcowa

Po parogodzinnym gotowaniu na Wielkanocne śniadanie, w formie relaksu udaliśmy się do pobliskiego parku, zwabieni bezchmurnym niebem, ostrym słońcem i porywistym wiatrem, puszczać wesoły różowiutki latawiec. I tu cała historia się kończy, choć nie było to nieprzyjemnie spędzone półtorej godziny.

Malme

W drodze do Krakowa nie mogliśmy nie zwiedzić urokliwego miasteczka, jakim okazało się Malme. -śmy nie jest właściwie poprawne, bo miasto zwiedzał Marcin F., ja zaś spędziłem urocze godziny ucząc się do egzaminu dnia następnego (niestety w Krakowie). Mimo Syndromu Przedegzaminowego udało mi się zrobić kilka zdjęć centrum Malme.


Na pohybel nam, lotnisko zbudowano 40 minut drogi (nie ma jak amerykańska jednostka długości - minuta) i aby tam dotrzeć potrzeba utrafić w odpowiedni autobus (raz na godzinę jeździ, huncwot). Trudy podróży wynagrodziły się Marcinowi A., który poznał sobie Polkę studiującą w Roskilde, z którą spędził na rozmowie całą przejażdżkę. Szczęśliwy łobuz.