czwartek, 11 lutego 2010

Jelly shot party.

W ostatni piątek odbyła się impreza. Właściwie dokładnie nie wiem z jakiego powodu. Obiło mi się o uszy, że była to impreza na rozpoczęcie semestru na wydziale prawa. No cóż, my jako prawi studenci również w niej uczestniczyliśmy. Przez my mam na myśli mnie i Andrzeja. Marcin został w mieszkaniu*.

Jednak przed imprezą odbyła się impreza wstępna. Imprezy wstępne, z tego co zdążyłem zauważyć, różnią się od imprez tylko tym, że ich głównym celem jest wypicie takiej ilości alkoholu, żeby wejść na prawdziwą imprezę w dobrym humorze. Skromnie wypiliśmy z Andrzejem na pół jedno wino. No i po kilka jelly-shotów. Pierwszy raz spotkałem się, żeby ktoś robił galaretkę z wódką i sokiem owocowym. Muszę jednak przyznać, że warto poznawać nowe smaki.

Około 22 przeszliśmy na miejsce, w którym się odbywała impreza. Było tyle ludzi, że przejście z jednego końca sali do drugiej (powiedzmy 15 metrów) zajmowało nieskończenie dużo czasu (czyli tak jakoś 10 minut). Generalnie impreza się udała. Potańczyliśmy etc. Szczególnie miło wspominam te etc.

Warto wspomnieć, że wracając z imprezy spotkaliśmy pół Zambijkę pół Polkę mieszkającą w Australii, która mówiła całkiem dobrze po Polsku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz