poniedziałek, 1 lutego 2010

Nocny obiad

W poniedziałki zaczynam zajęcia o 8.00. Kiedy więc koło 23 szykowałem się do spania zapukał do moich drzwi francuz, pytając czy przyjdę na obiad. Zaproszenie przyjąłem. Było spaghetti, Andrzejowe ptasie mleczko na deser i do spróbowania francuska kiełbasa.

Trzeba przyznać, że idea spotkania była dobra, ponieważ do tej pory mieliśmy z pozostałymi mieszkańcami kolegium dość nikły kontakt. Niemniej jak na razie był to mój najpóźniej jedzony (proszony) obiad.

Francuz* zasugerował, że następny obiad powinien być polski. Będzie musiał jednak zaakceptować jednak to, że w Polsce jada się obiad koło 14, nie w nocy.

-----------
* - przepraszam, że ciągle używam sformułowania "francuz", ale jeszcze nie sprawdziłem jak się piszę imię tego człowieka. Wymawia się je mniej więcej jak "Kamil", ale zapewne pisownia jest inna. Obiecuję jednak poprawę postępowaniach. Sprawdzę tę pisownie na dniach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz