Odpowiadając na usilne prośby (szczególnie jednego zgłodniałego informacji o tymże kursie studenta z Chrzanowa) piszę coś na temat tego kursu.
Pierwszy wykład niestety mi umknął (miałem wizytę w szpitalu). Marcin i Andrzej mówili, że było tyle ludzi, że niektórzy nie mieli gdzie siedzieć. Profesor jednak od razu zaczął uspokajać: "Nie ma co się martwić. Zawsze tak jest na początku, a potem na egzamin przychodzą dwie osoby." Na następnym wykładzie było już mniej ludzi (ale nadal nie wystarczy palców w dwóch rękach żeby ich policzyć). Przechodząc do jakichś szczegółów o treści wykładu.
W pierwszym tygodniu zajmowaliśmy się funkcjami Greena. Profesor chciał po prostu, żeby wszyscy mieli tę samą wiedzę na początku. Przeliczyliśmy trochę funkcji Greena dla różnych operatorów, i tyle.
W drugim tygodniu zaczęła się teoria pola. Wprowadzony został formalizm całek po trajektoriach. No i znowu ktoś chce, żebyśmy zaczęli się przyjaźnić z operatorem uporządkowania czasowego (pewnie za tydzień będzie o twierdzeniu Wicka).
Na ostatnim wykładzie z Marcinem zostaliśmy zdruzgotani (chciałem tylko przypomnieć o tym, że ten kurs jest dla 4(!) roku fizyki teoretycznej). Profesor powiedział, że po ostatnim wykładzie ktoś do niego podszedł i zapytał się o co w ogóle chodzi z tymi bra i ketami, no i w ogóle co to jest obraz Heisenberga. No więc profesor zrobił mini wykład z mechaniki kwantowej. Generalnie dramat.
Wykład prowadzony jest ekstremalnie szybko. Andrzej stwierdził, że prędkość wykładowcy można podawać już nie w miliarodziach, ale w arodziach. Właściwie chyba się z nim zgadzam.
Ważnym elementem wykładu są dygresje na temat sławnych fizyków. Profesor szczególnie lubi Diraca, choć zdarzały się również historie o Lorenzu i Feynmanie.
Przytoczę jedną na temat Diraca. Był on kiedyś na jakiejś konferencji, na której wygłaszał referat. W pewnym momencie ktoś z sali przerwał wykład i powiedział: "Przepraszam, ale nie rozumiem tego równania." Nastąpiła chwila ciszy, w czasie której Dirac po prostu stał i się uśmiechał. W tym momencie organizator konferencji wstał i podszedł do Diraca mówiąc do niego:"Czy mógłby Pan odpowiedzieć na pytanie?". Na co Dirac: "Przecież to nie było pytanie tylko określenie stanu."
Pierwszy wykład niestety mi umknął (miałem wizytę w szpitalu). Marcin i Andrzej mówili, że było tyle ludzi, że niektórzy nie mieli gdzie siedzieć. Profesor jednak od razu zaczął uspokajać: "Nie ma co się martwić. Zawsze tak jest na początku, a potem na egzamin przychodzą dwie osoby." Na następnym wykładzie było już mniej ludzi (ale nadal nie wystarczy palców w dwóch rękach żeby ich policzyć). Przechodząc do jakichś szczegółów o treści wykładu.
W pierwszym tygodniu zajmowaliśmy się funkcjami Greena. Profesor chciał po prostu, żeby wszyscy mieli tę samą wiedzę na początku. Przeliczyliśmy trochę funkcji Greena dla różnych operatorów, i tyle.
W drugim tygodniu zaczęła się teoria pola. Wprowadzony został formalizm całek po trajektoriach. No i znowu ktoś chce, żebyśmy zaczęli się przyjaźnić z operatorem uporządkowania czasowego (pewnie za tydzień będzie o twierdzeniu Wicka).
Na ostatnim wykładzie z Marcinem zostaliśmy zdruzgotani (chciałem tylko przypomnieć o tym, że ten kurs jest dla 4(!) roku fizyki teoretycznej). Profesor powiedział, że po ostatnim wykładzie ktoś do niego podszedł i zapytał się o co w ogóle chodzi z tymi bra i ketami, no i w ogóle co to jest obraz Heisenberga. No więc profesor zrobił mini wykład z mechaniki kwantowej. Generalnie dramat.
Wykład prowadzony jest ekstremalnie szybko. Andrzej stwierdził, że prędkość wykładowcy można podawać już nie w miliarodziach, ale w arodziach. Właściwie chyba się z nim zgadzam.
Ważnym elementem wykładu są dygresje na temat sławnych fizyków. Profesor szczególnie lubi Diraca, choć zdarzały się również historie o Lorenzu i Feynmanie.
Przytoczę jedną na temat Diraca. Był on kiedyś na jakiejś konferencji, na której wygłaszał referat. W pewnym momencie ktoś z sali przerwał wykład i powiedział: "Przepraszam, ale nie rozumiem tego równania." Nastąpiła chwila ciszy, w czasie której Dirac po prostu stał i się uśmiechał. W tym momencie organizator konferencji wstał i podszedł do Diraca mówiąc do niego:"Czy mógłby Pan odpowiedzieć na pytanie?". Na co Dirac: "Przecież to nie było pytanie tylko określenie stanu."
Zwrócić należy uwagę, że ten pewien szczególnie zgłodniały student z Chrzanowa był tylko [aż?] wyrazicielem nastrojów większej liczby studentów fizyki teoretycznej (i astrofizyki) [i może nawet jeszcze innych specjalizacji], których cierpliwość w oczekiwaniu na kolejne wpisy, a zwłaszcza te obiecane o KTP, wystawiona została na ciężką próbę :)
OdpowiedzUsuńPD
Apropo przypowieści o Diracu to słyszałem podobną w opowiedzianą w Krakowie tylko wtedy Dirac wygłaszał wykład z mechaniki kwantowej dla studentów.
OdpowiedzUsuń