
W minioną niedzielę wybraliśmy się na południe Amager (wyspa przylegająca do Zelandii, na jej północnym końcu leży część Kopenhagi) do rezerwatu ptaków. Jako, że wszystkie ptaki zostały już dawno temu przepłoszone przez samoloty z pobliskiego lotniska, teren jest wykorzystywany jako miejsce rekreacyjnych wycieczek i przejażdżek. Na licznych polankach znaleźć można przygotowane miejsca na ognisko. Rozkoszowaliśmy się więc wiosennym słońcem i pałaszowaliśmy pieczone kiełbaski. Na deser zaś mieliśmy podgrzewane w popiele banany nadziewane czekoladą*.
Niestety nadmiar dobrego dał wkrótce o sobie znać, o czym zaświadczyć może poniższe zdjęcie. Dodam tylko gwoli wyjaśnienia, że rurka i siodełko było właśnie w trakcie obracania, Zazwyczaj bowiem nie ustawiam go tyłem naprzód.
Obiecuję więc przejść na dietę. Ale od czwartku. W środę włosi będą bowiem gotować kolejny obiad z serii "międzynarodowych wyżerek".
-----------
* - jeśli to brzmi burżujsko, to dobrze. Miało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz