Okazało się*, że w Kopenhadze można wysłuchać dobrej jakości koncertu jazzowego nie płacąc za to nawet złamanego öre**.
Artyście na scenie zmieniali się co kilkanaście minut, można było więc słuchać różnego rodzaju aranżacji, nawet na instrumenty, które nie do końca kojarzą się z jazzem (tj. na gitarę akustyczną). Efekt psuł trochę niewyżyty perkusista, który próbował zagłuszyć resztę bandu. Na szczęście w połowie wieczoru zmienił go inny, z trochę mniejszym ego.
------------------
* - dzięki Claudii, która najpierw zaprosiła tam Marcina F., później przełożyła spotkanie, a na końcu się tam nie zjawiła.
** - chyba, że ktoś się boi kelnera i dla świętego spokoju jednak coś zamówi.
Artyście na scenie zmieniali się co kilkanaście minut, można było więc słuchać różnego rodzaju aranżacji, nawet na instrumenty, które nie do końca kojarzą się z jazzem (tj. na gitarę akustyczną). Efekt psuł trochę niewyżyty perkusista, który próbował zagłuszyć resztę bandu. Na szczęście w połowie wieczoru zmienił go inny, z trochę mniejszym ego.
------------------
* - dzięki Claudii, która najpierw zaprosiła tam Marcina F., później przełożyła spotkanie, a na końcu się tam nie zjawiła.
** - chyba, że ktoś się boi kelnera i dla świętego spokoju jednak coś zamówi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz