Każdy powód, żeby dobrze zjeść jest dobry. Jednak niektóre powody są lepsze od innych. Tym razem mieliśmy najlepszy - święta.
Zorganizowaliśmy międzynarodową wyżerkę wielkanocną. Postanowiliśmy przy tym krzewić polskie zwyczaje i zamiast świątecznego lunchu (popularnego na zachodzie), namówić wszystkich na świąteczne śniadanie. W trosce o rozmaitość, goście mieli przynieść coś tradycyjnego. Odzew przerósł nasze oczekiwania. Mieliśmy rosyjskie krokiety, austriacką chałkę*, szwajcarskie bułeczki** w kształcie króliczków, z rodzynkami zamiast oczu, włoską zapiekankę (zawinięte w ciasto francuskie warzywa z serem mozzarella). Na deser raczyliśmy się, poza polskimi mazurkami i waniliową oraz czekoladową paschą, również włoskim specjałem: jabłkami w cieście z rodzynkami i cynamonem oraz szwajcarskim ciastem z ryżem. Na stole nie zabrakło oczywiście pieczonej białej kiełbasy***, pisanek, rzeżuchy i baranka (ten ostatni zamiast z cukru, zrobiony był z kurczaka).
Aby jednak krótką historię zrobić krótką, powiem tylko tyle: to było najlepsze dziewięciogodzinne śniadanie w moim życiu.
I jeszcze słowo o pewnym komplemencie. Daria uznała nasze starania, nazywając naszą kuchnię najprzytulniejszym miejscem w całej Kopenhadze. Czujemy się dumnie.
--------------------
--------------------
* - własnoręcznie wypiekaną przez Claudię.
** - wypieczone przez Julię, w trosce o świeżość produkcj, o 5 rano.
*** - nie prawda. Zabrakło. Po 2 godzinach wszystkie zostały zjedzone. A było ich 15.
Aby jednak krótką historię zrobić krótką, powiem tylko tyle: to było najlepsze dziewięciogodzinne śniadanie w moim życiu.
I jeszcze słowo o pewnym komplemencie. Daria uznała nasze starania, nazywając naszą kuchnię najprzytulniejszym miejscem w całej Kopenhadze. Czujemy się dumnie.
----------------------------------------
* - własnoręcznie wypiekaną przez Claudię.
** - wypieczone przez Julię, w trosce o świeżość produkcj, o 5 rano.
*** - nie prawda. Zabrakło. Po 2 godzinach wszystkie zostały zjedzone. A było ich 15.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz