W Wielką Środę, wstawszy o 5:30, wyjechałem zwiedzać wraz z Julią i Sarą rezerw
at dzikich ptaków na południowym Amager.
Nasz akademik - choć doskonały do nauki - ma jednak pewne wady co do socjalizacji - godzina drogi dzieli nas od Signalhuset gdzie mieszka zdecydowana większość znajomych.
Cóż było zrobić - o 7:00 rano wjechaliśmy w trójkę na teren parku i tu spotkała nas niespodzianka - cztery mewy pospolite i dwie gęsi gęgawy stanowiły całość obserwacji przez pierwsze parę minut. Mimo wczesnej pory i całkiem pustego lasku nic nie ś
piewało. Zdziwiło nas to tylk
o na kwadrans, bo po tym czasie samolot wystartował z pobliskiego portu lotniczego i stało się jasne czemu park jest opuszczony. Mgła, deszcz i konie (?), a także niefortunny wypadek z elektrycznym pastuchem w trakcie próby zaprezentowania mechanizmów obronnych wypatrzonego bażanta (czemu innych kopie za moje bzdurne pomysły?), spowodowały, że udaliśmy się na śniadanie i tak zakończyliśmy naszą przygodę.
Nasz akademik - choć doskonały do nauki - ma jednak pewne wady co do socjalizacji - godzina drogi dzieli nas od Signalhuset gdzie mieszka zdecydowana większość znajomych.
Cóż było zrobić - o 7:00 rano wjechaliśmy w trójkę na teren parku i tu spotkała nas niespodzianka - cztery mewy pospolite i dwie gęsi gęgawy stanowiły całość obserwacji przez pierwsze parę minut. Mimo wczesnej pory i całkiem pustego lasku nic nie ś
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz