W drodze do Krakowa nie mogliśmy nie zwiedzić urokliwego miasteczka
, jakim okazało się Malme. -śmy nie jest właściwie poprawne, bo miasto zwiedzał Marcin F., ja zaś spędziłem urocze godziny ucząc się do egzaminu dnia następnego (niestety w Krakowie). Mimo Syndromu Przedegzamino
wego udało mi się zrobić kilka zdjęć centrum Malme.
Na pohybel nam, lotnisko zbudowano 40 minut drogi (nie ma jak amerykańska jednostka długości - minuta) i aby tam dotrzeć potrzeba utrafić w odpowiedni autobus (raz na godzinę jeździ, huncwot). Trudy podróży wynagrodziły się Marcinowi A., który poznał sobie Polkę studiującą w Roskilde, z którą spędził na rozmowie całą przejażdżkę. Szczęśliwy łobuz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz