W sobotę z Marcinem A. oraz prawie całą grupą z kursu duńskiego wybraliśmy się na zwiedzanie Browaru Carlsberg. Jechaliśmy tam pociągiem (odpowiednik krakowskiego tramwaju, ale z wygodnymi siedzeniami, z ogrzewaniem i ogromną ilością miejsc siedzących). Wyszliśmy na tyle wcześnie, żeby zdążyć. Ale czas potrzebny na dotarcie na miejsce obliczyliśmy wg norm krakowskich. Nam cała przeprawa trwała tylko 13 minut, więc następnie nudziliśmy się jakieś 30 minut. Co nie zmienia faktu, że prawie się spóźniliśmy.
O 13 (z lekkim hakiem) rozpoczęliśmy zwiedzanie. No cóż. Zwiedzanie, jak to zwiedzanie. Było dość ciekawe. Najbardziej chyba podobała się nam wystawa największej na świecie ilości butelek po piwie (albo butelek z piwem). Na prawdę imponujące. Było ich ponad 15 tysięcy.
Ja jednak najbardziej czekałem na ostatni punkt naszej wycieczki. Czyli degustację. Każdy miał do dyspozycji 2 kupony, które były równoważne dwóm piwom. Ale jednak zanim doszliśmy do baru, musieliśmy przejść między innymi przez stajnię z żyjącymi końmi. Wg mnie te konie były jakimiś mutantami. Jakieś ogromne były.
Potem jeszcze chwyt marketingowy. Czyli przejście przez sklep z pamiątkami. Oczywiście nic nie kupiliśmy. Choć zawsze marzyłem, żeby mieć zielony długopis z napisem Carlsberg. Muszę tam wrócić.
Wreszcie nastąpiła najmilsza część, czyli degustacja. Najpierw mogliśmy powąchać aromatów, które są dodawane do piw, aby wybrać te, które najbardziej nam odpowiadają. Następnie każdy wybierał dwa piwa z listy i je dostawał. Oczywiście po 10 minutach lody zostały złamane i każdy dzielił się z każdym, tak aby każdy mógł skosztować wszystkie rodzaje piw. Chyba mimo to się nam to nie udało. Ale tylu różnych piw nie piliśmy jeszcze nigdy.
Wypad do browaru należy zaliczyć za udany. A jako miłe zakończenie wieczoru ja z Andrzejem spędziliśmy kilka godzin na graniu tym razem w Icewind Dale 1.
O 13 (z lekkim hakiem) rozpoczęliśmy zwiedzanie. No cóż. Zwiedzanie, jak to zwiedzanie. Było dość ciekawe. Najbardziej chyba podobała się nam wystawa największej na świecie ilości butelek po piwie (albo butelek z piwem). Na prawdę imponujące. Było ich ponad 15 tysięcy.
Ja jednak najbardziej czekałem na ostatni punkt naszej wycieczki. Czyli degustację. Każdy miał do dyspozycji 2 kupony, które były równoważne dwóm piwom. Ale jednak zanim doszliśmy do baru, musieliśmy przejść między innymi przez stajnię z żyjącymi końmi. Wg mnie te konie były jakimiś mutantami. Jakieś ogromne były.
Potem jeszcze chwyt marketingowy. Czyli przejście przez sklep z pamiątkami. Oczywiście nic nie kupiliśmy. Choć zawsze marzyłem, żeby mieć zielony długopis z napisem Carlsberg. Muszę tam wrócić.
Wreszcie nastąpiła najmilsza część, czyli degustacja. Najpierw mogliśmy powąchać aromatów, które są dodawane do piw, aby wybrać te, które najbardziej nam odpowiadają. Następnie każdy wybierał dwa piwa z listy i je dostawał. Oczywiście po 10 minutach lody zostały złamane i każdy dzielił się z każdym, tak aby każdy mógł skosztować wszystkie rodzaje piw. Chyba mimo to się nam to nie udało. Ale tylu różnych piw nie piliśmy jeszcze nigdy.
Wypad do browaru należy zaliczyć za udany. A jako miłe zakończenie wieczoru ja z Andrzejem spędziliśmy kilka godzin na graniu tym razem w Icewind Dale 1.
Andrzeju, jak mogłeś ominąć wycieczkę do browaru..!
OdpowiedzUsuń