środa, 27 stycznia 2010

Pancake party

W minioną niedzielę byliśmy na "pancake party". Andrzej przeczuwając co się święci, asekuracyjnie został w domu. Dość mocno doskwiera nam bowiem przywiązanie do słowiańskiej kultury, które afirmuje gości i kobiety. Z tego też powodu dajemy się bezwstydnie wykorzystywać - co jest tym łatwiejsze, że w naszej grupie dziewczęta stanowią 70% stanu.

Tak było i tym razem. Mimo faktu, że tym razem to MY byliśmy gośćmi, dość szybko doszło do sytuacji, w której to MY robiliśmy naleśniki i racuchy, a dziewczyny (około 10), Conrado z Brazylii i Duńczyk, którego imienia nie pomnę, raczyli się w pokoju rozmową. Słowo usprawiedliwienia usłyszą tylko Słowenka i Rosjanka, które to z własnej woli pomagały później w zmywaniu naczyń (co tylko dodatkowo potwierdza hipotezę o skłonności Słowian do bycia wykorzystywanymi).

Marcin F. poradził sobie z tą sprawą bardzo politycznie. Pod pretekstem nauki robienia "polskich naleśników" zagonił kilka dziewczyn do smażenia. Mi nie poszło tak gładko, co koniec końców odbiło się pozytywnie na jakości racuchów.

Ostatecznie jednak była to najmilsza impreza na jakiej byłem w Danii - po zjedzeniu naleśników graliśmy bowiem w Munchkiny, Karocę i Szwarcarsko-Austryjacką grę w kości - słowem, można spędzić iście nerdowski wieczór nawet w pokoju pełnym kobiet.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz