W niedzielę odbył się drugi z obiad z serii: "Poznajemy smaki świata". Odcinek pt. Bawaria i Tyrol. Obiad przygotowały Claudia, Julia i Sylvia. Był naprawdę dobry. Najpierw kanapki z pastą z sera i cebuli, następnie zapiekanka ziemniaczana z mięsem, kotlety mielone (proszę tylko nie porównywać ich z tymi z Nawojki! Były bardzo dobre), sałatka ziemniaczana, a na deser bardzo dobre ciasteczka z apfelmusem (musem jabłkowym po polsku) oraz dżemem z jakiegoś owocu, którego nazwy nie zapamiętałem. Było bardzo dobre. Czekamy teraz z niecierpliwością na obiad kanadyjsko-amerykański, który odbędzie się w sobotę.
Z Andrzejem byliśmy też w kościele na Mszy. Po niemiecku. Msza dla mniejszości narodowej (chyba) było bardzo kameralnie, ale cieszyliśmy się, że przynajmniej udało nam się znaleźć kościół, w którym wiemy o której jest msza.
Wczoraj natomiast po zajęciach z duńskiego oglądaliśmy film. Bardzo ciekawy. Miał być po duńsku, a był po szwedzku. Generalnie nie zrobiło to nam różnicy, bo i tak się skupialiśmy na napisach angielskich. Film nazywał się "Everlasting moments" opowiadał historię kobiety, która odkryła talent do robienia zdjęć. Piękny i wzruszający. Jak to Marcin A. skomentował romantyczny (nie mylić z romansem). Marcinowi A. bardzo spodobały się zdjęcia, ja znowu zachwyciłem się muzyką.
Wieczorem byłem w barze na piwie z ekipą z ostatniej imprezy. Niestety sam. Powrotna droga samemu, w ciemności przez godzinę nie należała do przyjemnych, ale dzięki temu mogłem na żywo zobaczyć NBI. Faktycznie nie imponuje. Ale jak to mówią: "Liczy się wnętrze". Teraz czekamy z niecierpliwością na egzamin z duńskiego. W piątek. Trzymajcie kciuki.
Z Andrzejem byliśmy też w kościele na Mszy. Po niemiecku. Msza dla mniejszości narodowej (chyba) było bardzo kameralnie, ale cieszyliśmy się, że przynajmniej udało nam się znaleźć kościół, w którym wiemy o której jest msza.
Wczoraj natomiast po zajęciach z duńskiego oglądaliśmy film. Bardzo ciekawy. Miał być po duńsku, a był po szwedzku. Generalnie nie zrobiło to nam różnicy, bo i tak się skupialiśmy na napisach angielskich. Film nazywał się "Everlasting moments" opowiadał historię kobiety, która odkryła talent do robienia zdjęć. Piękny i wzruszający. Jak to Marcin A. skomentował romantyczny (nie mylić z romansem). Marcinowi A. bardzo spodobały się zdjęcia, ja znowu zachwyciłem się muzyką.
Wieczorem byłem w barze na piwie z ekipą z ostatniej imprezy. Niestety sam. Powrotna droga samemu, w ciemności przez godzinę nie należała do przyjemnych, ale dzięki temu mogłem na żywo zobaczyć NBI. Faktycznie nie imponuje. Ale jak to mówią: "Liczy się wnętrze". Teraz czekamy z niecierpliwością na egzamin z duńskiego. W piątek. Trzymajcie kciuki.
no to w ramach nauki ruszajcie do jakiegoś baru na piwo i nawiązujcie kontakt z tubylcami ;)
OdpowiedzUsuńJeg ønsker dig held og lykke til eksamen! :D
OdpowiedzUsuńi jak wyniki tego egzaminu :) ?
OdpowiedzUsuńJa, choć nie najlepiej, to jednak zdałem. Marcinowi F. i Andrzejowi poszło dużo lepiej, co mnie zbytnio nie zdziwiło.
OdpowiedzUsuńW każdym razie teraz można zapisać się na drugą część kursu. Lekcje duńskiego okazały się naprawdę przyjemne...