Kilka uwag do postu Marcina:
1. Nikogo nie zaciągałem do roboty. Dziewczyny same przyszły i poprosiły o naukę robienia naleśników. Nie wiem, dlaczego podeszły do mnie a nie do drugiego Marcina. Ale z mojej strony nie było żadnej mowy o ich wykorzystywaniu.
2. Marcinie! Jakże śmiesz sugerować, że naleśniki były gorsze od twoich tym-razem-racuchów-a-nie-jak-zwykle-quasi-racuchów. Uważam, że wspólnie z Elżbietą i Klaudią (imiona spolszczone) wykonaliśmy kawał dobrej (i smacznej) roboty.
3. Swoją drogą Marcina racuchy jak zwykle dobre.
4. Należy jeszcze dodać, że impreza ta odbywała się na wyspie Amager. Dziwna sprawa z tą wyspą Amager. Kopenhaga bowiem również leży na wyspie (Zelandia - nie mylić z Nową Zelandią), ale mimo to ludzie z części Kopenhagi leżącej na Zelandii mówią o tej drugiej części - wyspa. Dziwny kraj.
1. Nikogo nie zaciągałem do roboty. Dziewczyny same przyszły i poprosiły o naukę robienia naleśników. Nie wiem, dlaczego podeszły do mnie a nie do drugiego Marcina. Ale z mojej strony nie było żadnej mowy o ich wykorzystywaniu.
2. Marcinie! Jakże śmiesz sugerować, że naleśniki były gorsze od twoich tym-razem-racuchów-a-nie-jak-zwykle-quasi-racuchów. Uważam, że wspólnie z Elżbietą i Klaudią (imiona spolszczone) wykonaliśmy kawał dobrej (i smacznej) roboty.
3. Swoją drogą Marcina racuchy jak zwykle dobre.
4. Należy jeszcze dodać, że impreza ta odbywała się na wyspie Amager. Dziwna sprawa z tą wyspą Amager. Kopenhaga bowiem również leży na wyspie (Zelandia - nie mylić z Nową Zelandią), ale mimo to ludzie z części Kopenhagi leżącej na Zelandii mówią o tej drugiej części - wyspa. Dziwny kraj.
A gdzie ta niby nauka jakaś wycieczka i naleśniki?O co chodzi.
OdpowiedzUsuńM.F.
Nauka zacznie się w poniedziałek.
OdpowiedzUsuńCo do zaś nr 2 powyżej, nawet przez moment nie miałem zamiaru sugerować, że Twoim Marcinie naleśnikom czegoś brakowało. Jedynie bywam czasem dość neurotyczny jeśli chodzi o przygotowywanie jedzenia - zwłaszcza takiego, które sam będę jadł. Miałem w swoim poście na myśli, że dopuszczenie do smażenia osoby, która jawnie twierdziła, że nie robiła wcześniej takiej potrawy, mogłoby być niebezpieczne. Zwłaszcza, że na jedzenie czekało 15 głodnych osób. Trudna byłoby sobie wyobrazić ogrom rozczarowania tych osób, gdyby np. racuchy uległy spaleniu (lub niedosmażeniu - z racji grubości ciasta należało je smażyć na małym ogniu przez dłuższy niż przeciętnie czas).