niedziela, 10 stycznia 2010

Pierwsza impreza.

Jak pisałem, wczoraj mieliśmy gości. Zaprosiliśmy ludzi z naszej grupy z kursu języka duńskiego na obiad. Zrobiliśmy zakupy, odmroziliśmy pierogi i bigos i zaczęliśmy przygotowywania. W menu znalazły się wspomniane już wyżej pierogi i bigos, które to pozycje zostały wchłonięte praktycznie od razu. Oprócz tego była sałatka, ziemniaki, kotlety schabowe oraz kotlety z piersi kurczaka. Przygotowaliśmy również naleśniki z nadzieniem z mięsa mielonego, warzyw i sosu pomidorowego. Muszę przyznać, że poszło nam nieźle. Wszystkim smakowało. Ostatecznie też zajęło to nam nie więcej niż 4 godziny. W pewnym momencie wyglądaliśmy jak kucharze w restauracji (porównanie Andrzeja), bo każdy zajmował się dwoma potrawami jednocześnie.


My oczywiście wszystko mieliśmy gotowe na 10 minut przed planowanym przyjściem gości, żeby tamci dostali wszystkie potrawy cieplutkie. Oni jednak wysiedli na złym przystanku i w konsekwencji spóźnili się około godziny. Jedzenie jednak im smakowało.

[dodano przez Marcin A.] A oto zdjęcia z "imprezy".

[koniec dodatku]

Pytali się czym się zajmujemy w fizyce. Zaczął Marcin A. Powiedział mniej więcej takie zdanie: "Ja zajmuję się nadprzewodnikami. (cisza) No wiecie, jak przewodnik wykazuje zerowy opór. (znowu cisza)" Niestety nikt nie zrozumiał o czym mówił Marcin. Potem mówił Andrzej i skoro tylko powiedział nazwę "czarna dziura" wszyscy się ożywili. Generalnie najwięcej poruszenia właśnie przy dziedzinie Andrzeja było. Potem ja (Andrzej stwierdził, że potrafię zatrzymać światło - nie zaprotestowałem, ale miałem nadzieję, że mnie o to nie poproszą:P). Powiedziałem, że zajmuję się jednym ze stanów skupienia i to wystarczyło.

Jeszcze trochę porozmawialiśmy i wyruszyliśmy na naszą pierwszą domówkę w Kopenhadze. Bardzo mi się podobała. Wiele ludzi, których imion już nie pamiętam. Nasza Żubrówka im smakowała (mają szczęście). Z dwie godzinki rozmów i śmiania się. Było świetnie.

Potem poszliśmy do jakiegoś klubu. Pierwszy okazał się niewypałem, bo za wejście chcieli 120 DKK (czyli jakieś 60 złotych). Następny miał co prawda wejście za darmo, ale za to miejsca nie było. Więc wyszliśmy i zaczęliśmy się zastanawiać jak dotrzeć do domu. Na szczęście wyszło z nami kilka dziewczyn, które powiedziały nam do jakiego pociągu mamy wsiąść. Wyszliśmy na dobrym przystanku. Andrzej miał też możliwość pobiegania sobie w nocy. Jego mapa była w dwóch częściach i jedna z nich nagle została wyrwana z jego rąk przez wiatr. Po chwili jednak już wiedzieliśmy gdzie jesteśmy. 10 minut pieszo i byliśmy już w domu.

Dokończyliśmy jeszcze naleśniki no i poszliśmy spać. Dziś rano jak się obudziłem nie było ciepłej wody, kaloryfery też są zimne. Mam nadzieję, że dzisiaj naprawią tę usterkę.

2 komentarze:

  1. A na zdjęciu same kobiety... Już wiem skąd pomysł ogromnego obiadu :P Wy to się umiecie ustawić :D

    OdpowiedzUsuń
  2. No, wujaszku, może przywieziesz stamtąd jakąś fajną ciocię dla Antosia?!

    OdpowiedzUsuń