W ten weekend wybraliśmy się do klubu jazzowego na Chrystianii. Klub okazał się jednak zadymioną norą, wytrzymaliśmy tam więc tylko około minuty. Uciekliśmy stamtąd czym prędzej i zdecydowaliśmy się pójść do sprawdzonego miejsca, tj. do La Fontaine. Tym razem koncert, jaki wysłuchaliśmy przebił wszystkie poprzednie. Jeśli ta (rosnąca) tendencja się utrzyma, i każdy kolejny koncert będzie lepszy, to za jakiś miesiąc zdecyduję się chyba nie wracać do Polski.
poniedziałek, 10 maja 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz